Executive summary „Świat bez rywalizacji, czy to koniec świata?”

Executive summary „Świat bez rywalizacji, czy to koniec świata?”

Ósmego marca Dobre Towarzystwo Wymiany Myśli organizuje wymianę myśli inspirowaną wystąpieniami trzech mężczyzn. Jednym z nich będę ja, a treścią wystąpienia ma być „Świat bez rywalizacji, czy to koniec świata?” Jednego jestem pewien, świat bez rywalizacji może całkiem swobodnie istnieć. Jeśli nastąpi koniec świata, to na pewno nie z tego powodu. Utwierdziłem się w przekonaniu na temat końca świata, po lekturze (z wypiekami na twarzy) artykułu na temat czekającej nas przyszłości.

Dla tych, którzy się wybierają, ale też dla tych, którzy przyjść nie mogą, postanowiłem napisać kilka słów zapowiedzi i skrótu. Takie swoiste „Executive summary”.

Rywalizacja nie jest czymś wyłącznie złym, ma zdaje się nawet wiele dobrych konsekwencji. Postęp, rozwój, wynalazki, zdobycze techniki, wszystko to pochodzi z ducha rywalizacji. U podstaw rywalizacji leży zaś swego rodzaju stan umysłu, który uznaje sukces za jeden z najważniejszych wyznaczników życiowych. To właśnie postrzeganie siebie, innych i całego świata w kategoriach sukcesu  prowadzi do rozwoju cywilizacji, zdobywania, postępu naukowego, biznesowego. Sukces jest czymś na kształt bożka współczesnych czasów, ideału kulturowego. Jest tak powszechny, że wielu ludzi uznaje go za jedyny możliwy sposób myślenia i działania. Gdzie się  nie obejrzeć, namawiani jesteśmy do odniesienia sukcesu: osobistego, zawodowego, finansowego. Nawet tzw. rozwój osobisty jest oddany na pożarcie sukcesowi. Chodzi w nim bowiem o to, abyśmy byli lepsi, stale sami siebie poprawiając. Zgodnie z filozofią sukcesu życie polega na przechodzeniu kolejnych stopni kariery, wspinaniu się, polega na realizacji kolejnych celów, pokonywaniu kolejnych etapów. A gdy tylko coś osiągniemy, pojawia się kolejny fragment brakującego puzzla. Setki mówców motywacyjnych namawia nas do realizacji marzeń, zdobywania, walki, siły, nie poddawania się – do odnoszenia sukcesów i bycia lepszymi od innych czy siebie z wczoraj. Czyli do jakiegoś rodzaju rywalizacji.  Więcej, dalej, silniej, mądrzej, lepiej, szybciej, taniej (lub drożej) – te słowa to motto współczesnego życia milionów ludzi.

Jest jednak kilka, a być może nawet całkiem wiele, sytuacji w życiu ludzkim, w których myślenie w kategoriach sukcesu, rywalizacji, zwyciężania, nie jest specjalnie przydatne. Jest nawet w pewnym sensie bezradne. Na przykład w bardzo trudnych momentach życiowych: rozwodu, własnej ciężkiej choroby, straty pracy i bankructwa czy śmierci bliskiej osoby, co jest sukcesem w takich sytuacjach? Pewno od biedy można jakoś określić cele i w związku z tym sukcesy, jednak niemal od razu widać, że trzeba tu zaprząc zupełnie inny sposób rozumienia siebie i rzeczywistości. Słowem w sytuacjach jakoś konfrontujących z najważniejszymi kwestiami egzystencjalnymi, sukces i rywalizacja okazują się niewystarczające. Po co tu jestem? Co jest dla mnie naprawdę ważne? Jaki jest cel/sens życia? To pytania na, które trudno odpowiedzieć wierząc jedynie w cele, wyzwania, sukces i niepoddawanie się.

Myślenie w kategoriach sukcesu jest dalece niewystarczające nie tylko w momentach trudnych. Na przykład na czym polega sukces podczas obserwowania zachodzącego słońca nad horyzontem morza? Albo czym jest sukces podczas spaceru po lesie, wyprawy z synem do kina, spotkania z przyjaciółmi?

Zatem pierwszy wniosek jest taki, że choć postawa nastawienia na sukces i rywalizację jest wspierana kulturowo, jest wszechobecna i ma wiele dobrych stron, to jednak  w wielu momentach zawodzi. Rywalizacja i sukces są stosunkowo mało przydatne w momentach tworzących wartość życia. Przydają się w pracy i być może w szkole.

Jest wielu ludzi (według różnych badań około 20%), którzy z rozmysłem porzucają myślenie i działanie osnute wokół sukcesu i rywalizacji na rzecz innego podejścia. Zamiast zdobywać wolą odkrywać i rozumieć co się dzieje. Zamiast piąć się po szczeblach kariery, wolą poznawać siebie. Dokonują sześciu rewolucji w myśleniu, które opisałem tutaj. Można zatem zupełnie spokojnie przekroczyć sztywne ramy sukcesu i rywalizacji. Co więcej, jest to w gruncie rzeczy naturalny proces rozwoju człowieka dorosłego. Na tym polega dojrzewanie, że przestajemy „chcieć więcej”, a zaczynamy chcieć „rozumieć lepiej i głębiej”. Nie tyle szuka się wtedy brakującego elementu (co napędza rywalizację i sukces), ile stara lepiej zrozumieć samego siebie i otaczający świat. Nie ma wówczas za wiele miejsca na rywalizację, chyba, że w ilości przeczytanych książek. Trudno rywalizować, kiedy wszystko staje się inspiracją.  Jak tu rywalizować, kiedy ktoś lepszy ode mnie jest dla mnie mocno inspirujący i wzbogaca mnie? Raczej z radością szuka się ludzi mądrzejszych, ponieważ pomagają mi zrozumieć mnie samego i otaczający świat. Zamiast rywalizacji pojawia się raczej głód wiedzy i poznawania. Zamiast osiągania – radość odkrywania i cieszenie się tym co jest.

Wniosek drugi – rywalizacja nie tylko jest bardzo często nieprzydatna, ale także nie jest jedyna możliwa. Naprawdę można inaczej, co więcej – na tym polega rozwój ludzi dorosłych, że zapomina się o rywalizacji i sukcesie.

Wreszcie zbliżam się do trzeciego i ostatniego wniosku. Walka, rywalizacja i sukces są w gruncie rzeczy dość jałowe. Jak na przykład pokazuje wiele badań ludzie bardzo szybko przyzwyczajają się do osiągniętego poziomu życia (sukcesu) i szukają czegoś więcej i dalej. Być może stąd wśród gwiazd Hollywood (będących ikonami ludzi sukcesu) wielu alkoholików, maniaków seksualnych czy uzależnionych od narkotyków. Słowem sukces, jakkolwiek paradoksalnie to brzmi, nie zawsze prowadzi do sukcesu. A mówiąc wprost nie zawsze czyni nas szczęśliwymi. Być może mechanizmem, który stoi za tym zjawiskiem jest właśnie fakt, myślenia i działania w kategoriach sukcesu i tylko w tych kategoriach. Jeśli bowiem satysfakcję daje nam tylko przyrost podniet (innymi słowy –  kolejny sukces), to co to musi być jeśli ma się wszystko: pieniądze, sławę, urodę i co tam jeszcze? Pozostaje niewiele, pozostają doznania ekstremalne. Innymi słowy ciągłe zdobywanie może w najgorszym razie być wyniszczające, a w najlepszym dość jałowe i nudnawe. Można jednak (patrz wniosek numer dwa powyżej) porzucić myślenie i działanie oparte o sukces i rywalizację. Sukcesem wówczas nie będzie zdobycie sławy, nowych rynków, zarobienie pierwszego miliona, ale na przykład coś zupełnie małego i znajdującego się nieustannie w naszym zasięgu: pierwsze promienie słońca na twarzy, wybranie się na wykład czy tym podobne drobne rzeczy.

 

Wniosek trzeci: ciekawie robi się, kiedy przestajemy rywalizować.

 

I do takich wniosków postaram się dojść we środę.

Jarosław Chybicki

Z wykształcenia psycholog. Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego, Paryskiej Sorbony oraz wielu kursów prowadzonych w USA, Niemczech oraz Rosji. Certyfikowany instruktor Mindfulness. Autoryzowany użytkownik Leadership Development Framework we współpracy z Harthill z Anglii. Certyfikowany coach Focus Energy Balance Indicator (FEBI). Współpracuje z Meta Integral, Dana Carman Integral, Focus Leadership z USA. Członek - założyciel International Partnership for Assessment and Development. Założyciel firmy doradczej i szkoleniowej. Po sprzedaży firmy pracuje jako konsultant, coach i trener. Prowadził zajęcia m. in. na: Akademii Leona Koźmińskiego, Politechnice Gdańskiej, Uniwersytecie SWPS, Uniwersytecie Gdańskim. Autor wielu publikacji z zakresu zarządzania i przywództwa, w tym dotyczących zarządzania integralnego, zarządzania przez wartości, psychologii pozytywnej w biznesie, uważności w pracy. Napisał książkę "Skup się! Trening mindfulness dla zestresowanych pracą" oraz "Uważna fotografia". Aktywista społeczny, członek stowarzyszeń koncentrujących się na rozwoju osobistym i zawodowym. Prywatnie pasjonat fotografii.
Close Menu