O książce „Czy medytacja naprawdę działa?” Stanisława Radonia.

O książce „Czy medytacja naprawdę działa?” Stanisława Radonia.

Książkę Stanisława Radonia przeczytałem jakiś czas temu, że tak powiem jednym tchem. Tak bardzo mnie wciągnęła.

Książka jest niezwykła – napisana przez aktywnego duchownego, ale i naukowca. Obydwie te dziedziny (duchowość i nauka) rzadko są ze sobą łączone, tym bardziej zachęcam do lektury tej przenikliwej książki.

Przyznam, że medytuję już dość długo, pewno z 20 lat albo coś koło tego, i medytowanie jest dla mnie swego rodzaju oczywistością. Początkowo myślałem o medytacji jako o dość szczególnym, niezwykłym wydarzeniu, w tej chwili stało się czymś zwykłym, oczywistym, czasem wręcz niezbędnym. Pomysł na napisanie kilku słów o książce wpadł mi do głowy po tym kiedy skończyłem kilkugodzinną sesję medytacyjną.

Jednym z wyzwań przed jakimi stają osoby medytujące jest odpowiedź na proste pytania: po co medytujesz, co Ci to daje? Jeśli zdarzy się wam posiedzieć kilka lat sami zauważycie, że medytacja i jej efekty wymykają się zwykłym słowom, a te słowa, które przychodzą do głowy albo nie oddają w pełni doznań płynących z medytacji, albo są niezrozumiałe dla osób, które nie medytują. Książka pięknie pomaga w tym zadaniu – odpowiada na pytania co z medytacji wynika, jakie są możliwe pożytki, etapy, doświadczenia osób medytujących. Nie dość, że w książce znajdziecie całe mnóstwo badań, refleksji, opisów różnych stanów, to jeszcze to wszystko podane jest prostym, zrozumiałym językiem. Z radością odkrywam ile z moich różnych przeczuć, doznań znajduje swoje odzwierciedlenie w doznaniach innych osób.

Medytacja nie jest aktywnością powszechną, jest raczej niszowa, uprawiana przez stosunkowo niewielkie grono osób, zwłaszcza w naszym kraju. Można czasem odnieść wrażenie, że skoro poświęcam tak dużo czasu na medytację, czyli nie robienie niczego, przebywanie w milczeniu przez długie godziny, to coś ze mną jest nie tak. Przecież większość ludzi woli  spędzać czas w galeriach handlowych, na wycieczkach w piękne miejsca, jeść wykwintne posiłki, zwiedzać muzea czy cokolwiek takiego. Siedzenie w milczeniu, bez ruchu, bez myśli, słowem, siedzenie w swego rodzaju „pustce” jest co najmniej dziwaczne, wszak nic z tego nie wynika. Tymczasem jak pokazuje Stanisław Radoń, jest wręcz przeciwnie – z medytacji wynika bardzo wiele. Zaś z kolejnej wyprawy w najdalsze zakątki świata – niekoniecznie. Czytając tę książkę oddycham pełną piersią, relaksuję się, ponieważ potwierdzają się moje różne intuicje, przeczucia. Szczególnie te dotyczące doznań i doświadczeń jakie są udziałem osób medytujących. Raz po raz przekonuję się, że nie oszalałem spędzając tyle czasu na medytacji. I, co być może najważniejsze, lektura książki wzmacnia moją motywację do kontynuowania medytacji. Nie ma co ukrywać, medytowanie nie zawsze jest łatwe, wymaga sporo determinacji, wysiłku, więc każdy rodzaj motywacji i inspiracji do wytrwałości jest mile widziany. Ta książka z pewnością wspiera w wysiłku kontynuowania medytacji.

Czytając tę książkę, osoby, które zastanawiają się czy zacząć swoją przygodę z medytacją, mogą poczuć nagłą potrzebę uciszenia swojego rozgadanego umysłu, potrzebę, aby usiąść i zacząć medytować. Tak więc przestrzegam – czytacie na własną odpowiedzialność. Może bowiem okazać się, że wsiąkniecie na dobre. Jest duże ryzyko odkrycia, że ciche i spokojne przebywanie jest tak bardzo satysfakcjonujące, ważne, przestronne, że wszelkie dziwy świata tego stracą wiele ze swej atrakcyjności. I o tym pisze Stanisław Radoń. O światach jakie odkrywają osoby medytujące. Światach jakie są na wyciągnięcie ręki, pod ręką, zawsze z nami. Po lekturze książki jestem już niemal pewien, że świat zmieni się na lepsze nie wtedy, kiedy wybory wygra jedna czy druga partia polityczna, ale wtedy kiedy ludzie się zmienią, zmieni się nasza świadomość. Medytacja jest jedną z dróg do takiej zmiany. Jeśli chcesz się dowiedzieć co Cię może czekać, kiedy zaczniesz medytować – przeczytaj koniecznie książkę. Na przykład ten jej fragment:

„(…) model (Dor-Ziderman, Berkovich-Ohana, Glicksohn, Goldstein, 2013) wyodrębnia 3 struktury self (2 pierwsze pochodzą z danych neurologicznych a ostatnia z konceptualizacji buddyjskiej): 1) Świadomość Narracyjna (Narrative self-awareness  – „Try to think what characterizes you”), 2) Świadomość Minimalna (Minimal self – „Try to experience what is happening to you at the present moment”), 3) Puste Self (Selfless mode of self-awareness – „Try to experience what is happening at the present moment, when you are not in the center”). W tym modelu najbardziej opracowaną z punktu widzenia osiągnięć filozoficznych i neurokognitywnych jest koncepcja Świadomości Narracyjnej. Pozostałe struktury natomiast są raczej słabo opracowane, a zwłaszcza ostatnia z nich. Świadomość Narracyjna to poczucie tożsamości podmiotu, które wiąże ze sobą pamięć tymczasową, planowanie przyszłości i samoocenę podmiotu. Świadomość Minimalna z kolei skoncentrowana jest na doświadczaniu tu-i-teraz i odpowiada bezpośrednio za poczucie sprawstwa. Ostatnia struktura świadomości – wywodząca się konceptualnie z buddyjskiej tradycji medytacyjnej, której celem jest dezidentyfikacja z nie-zmiennym self – oznacza doświadczanie self z pozycji obserwatora (doświadczanie samo w sobie bez identyfikacji z konkretnym podmiotem).”

Tak jak rozumiem ten fragment – w medytacji grozi nam, że nie będziemy wszystkiego brali do siebie, że nie będziemy w centrum wszechświata, że staniemy się mniej egoistyczni. Zaiste „przerażające”.

Drugą fascynującą kwestią, szczegółowo omówioną w książce, jest niesłychana popularność medytacji w różnych systemach religijnych, ale nie tylko. Z książki dowiemy się, że medytacja jest  między innymi stosowana w Chrześcijaństwie, Buddyzmie, Judaizmie, Islamie, Jodze czy w podejściach z gruntu naukowych. Bez zbytniej przesady można powiedzieć, że od paru tysięcy lat, setki tysięcy ludzi oddaje się praktyce medytacji, a dopiero niedawno naukowcy zauważyli ten fenomen i zaczęli się nim zajmować. Na szczęście. Do tej pory osoby znane z tego, że medytują, jak choćby  Budda, doczekały się wielu pomników i wyznawców. Swoją drogą można to uznać za rzecz dziwną, że stawia się pomniki komuś, kto nie robi nic! Teraz nawet nauka dostrzega, że „robienie nic” jest nie tylko ciekawe, jest też sensowne i co więcej, przynosi wiele pożytków sobie i innym.

I tu przechodzę do najbardziej rozbudowanej części książki czyli przeglądu badań efektów medytacji. Jestem wręcz onieśmielony liczbą cytowanych przez Autora badaczy, których jest z górą kilka tysięcy. Potężna praca jaką wykonał Autor podczas pisania książki budzi szacunek. Jednocześnie przywraca wiarę w naukę, badania, wiarę, która w dzisiejszych czasach wydaje się być nadszarpnięta, choćby poprzez tzw. post prawdę. Żyjemy w czasach, w których ignoranci nie tylko z pewnością siebie zajmują głos w sprawach, na których się nie znają, to jeszcze znajdują liczne grona naśladowców. Tymczasem można napisać książkę, która nie tylko powołuje się na rzetelne dane w dość ulotnym temacie, to jeszcze przedstawia te dane sposób bardzo wciągający. Jak się nawet okazuje, medytacja pomaga nam odróżniać ziarno od plew, czyli radzić sobie w gąszczu post prawd. Jak choćby badania cytowane w poniższym fragmencie:

„(…) wyniki niektórych badań (por. Falk, Lieberman, 2013; Falk, Way, Jasinska, 2012; Lieberman, 2010) ujawniają, że pewne typy osobowości „nie są podatne” (albo są słabo podatne) na oddziaływania marketingowe.  Badania te dowodzą, że do osób tych należą osoby o wysokich wskaźnikach uważności. Z badań tych wynika, że osoby uważne są wprawdzie bardziej otwarte na opinie innych osób (co by wskazywało na większą podatność na oddziaływania społeczne), ale równocześnie są zdecydowanie mniej podatne na wpływ społeczny (Langer, 1989, 2009). Odmienność reakcji osób uważnych wiąże się z aktywacją innych niż ośrodek nagród systemów mózgowych (dotyczy to głównie systemów odpowiedzialnych za przyjmowanie perspektywy i kontroli wykonawczej). „

Nie podejmuję się napisać choćby krótkiego streszczenia wszystkich opisywanych efektów medytacji. W zasadzie niemal wszystko co ma rosnąć – rośnie, a co ma spadać – spada. Co najdziwniejsze, medytacja modyfikuje nasz mózg. Mózg jest zatem takim dziwnym mechanizmem, który sam podejmuje działania, które go następnie zmieniają. Fascynujące.

(…) wyniki badań z zakresu neuroobrazowania wyraźnie wskazują na to, że medytacja istotnie różni się od innych zjawisk takich jak np. relaksacja, jest ponadto procesem wielowymiarowym oraz działa w sposób zróżnicowany (por. Baijal, Srinivasan, 2010; Manna, Raffone, Perrucci, Nardo, Ferretti, Tartaro, Londei, Del Gratta, Belardinelli, Romani, 2010). W zależności od formy medytacji oraz poziomu zaawansowania obserwuje się różne poziomy aktywacji elektrycznej, neuronalnej, hormonalnej i immunologicznej. Generalnie technika koncentracji focussed attention demonstruje wzmożoną aktywację w obszarach czołowych mózgu oraz spadek w potylicznych (wiązane jest to z osłabianiem reaktywności uwagowej na bodźce sensoryczne, które nasilają procesy skupionej uwagi) (Baijal, Srinivasan, 2010; Newberg, Alavi, Baime, Pourdehnad, San-tanna, D’Aquili, 2001). Uważność ze swoim open monitoring wykazuje aktywację zdecydowanie większych obszarów mózgu, niż ma to miejsce w podczas stosowania technik koncentracji (na-wet u nowicjuszy obszar mózgu zaangażowany w medytację jest większy niż w technikach kon-centracji – por. Manna, Raffone, Perrucci, Nardo, Ferretti, Tartaro, Londei, Del Gratta, Belard-inelli, 2010). Wyniki badań ujawniają też, że inne są długoterminowe zmiany zarówno w kognitywnej reorganizacji, jak i grubości połączeń neuronalnych w mózgu w zależności od stosowanej techniki u zaawansowanych w medytacji (Lazar, Kerr, Wasserman, Gray, Greve, Treadway, McGarvey, Quinn, Dusek, Benson, Rauch, Moore, Fischl, 2005; Manna, Raffone, Perrucci, Nar-do, Ferretti, Tartaro, Londei, Del Gratta, Belardinelli, 2010).

Uff, trudny cytat. I to jest być może jedyna słabsza strona książki – wielość odniesień, cytowanych badaczy dają równocześnie pewność, że każde zdanie jest prawdziwe, jednak mogą nieco utrudniać lekturę. Zwłaszcza u czytelników niewprawnych w tekstach naukowych. Choć zdecydowanie podoba mi się fakt, że właściwie każde stwierdzenie zawarte w książce można udowodnić. Co jest rzadkością w naszych czasach.

Podsumowując – jestem szczęśliwy, że książka ujrzała światło dzienne. Że jest dostępna dla każdego. Że wzięła pod lupę medytację. Że pokazuje wiele nowych obszarów badawczych. Czytając tę książkę naprawdę żałuję, że nie jestem naukowcem. Dziś wiem, jakim obszarem badawczym bym mógł się zająć. Tymczasem jestem co najwyżej obiektem badań. Co też jest ciekawe.

Serdecznie polecam.

Kup książkę

Jarosław Chybicki

Z wykształcenia psycholog. Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego, Paryskiej Sorbony oraz wielu kursów prowadzonych w USA, Niemczech oraz Rosji. Certyfikowany instruktor Mindfulness. Autoryzowany użytkownik Leadership Development Framework we współpracy z Harthill z Anglii. Certyfikowany coach Focus Energy Balance Indicator (FEBI). Współpracuje z Meta Integral, Dana Carman Integral, Focus Leadership z USA. Członek - założyciel International Partnership for Assessment and Development. Założyciel firmy doradczej i szkoleniowej. Po sprzedaży firmy pracuje jako konsultant, coach i trener. Prowadził zajęcia m. in. na: Akademii Leona Koźmińskiego, Politechnice Gdańskiej, Uniwersytecie SWPS, Uniwersytecie Gdańskim. Autor wielu publikacji z zakresu zarządzania i przywództwa, w tym dotyczących zarządzania integralnego, zarządzania przez wartości, psychologii pozytywnej w biznesie, uważności w pracy. Napisał książkę "Skup się! Trening mindfulness dla zestresowanych pracą" oraz "Uważna fotografia". Aktywista społeczny, członek stowarzyszeń koncentrujących się na rozwoju osobistym i zawodowym. Prywatnie pasjonat fotografii.
Close Menu
X