Na ten Nowy Rok, ale też i wszystkie inne dni

Na ten Nowy Rok, ale też i wszystkie inne dni

W Nowym Roku mam tylko
jedno życzenie – więcej dystansu do samego siebie. A do tego dość radykalnego
dystansu. Mam nadzieję, że dystans ten doprowadzi mnie do podłoża gonitwy myśli
i emocji, do źródła, jakim jest poczucie „ja”, które myśli i czuje.


Kim jestem? Rozluźnienie poczucia
„ja”.

Możemy odkryć, że
działanie spoza „ja” jest możliwe, a nawet bardzo efektywne. Jest to odkrycie,
że jakkolwiek poczucie „ja” umożliwia nam organizację codziennych zajęć, nie
jest jedynym możliwym organizatorem życia. „Ja” może zająć należne mu miejsce. [1] Może nie
przesłaniać nam całego świata, dzięki czemu możemy otworzyć nasze głowy i
zmysły na to, co rzeczywiście jest. Podobne rozważania, o przekraczaniu
własnego „ja” znaleźć można w późniejszych pracach Maslow’a[2]. Autor
ten do końca swojego życia rozwijał koncepcję piramidy potrzeb, której
początkowo najwyższą potrzebą, rozumianą, jako motywator ludzkiego działania,
była potrzeba samorealizacji. Z czasem, rozmawiając z osobami, których motywacja
była na poziomie samorealizacji, odkrył, że mają one jeszcze „wyższą” potrzebę:
samo transcendencji. Maslow badał grupę ludzi najbardziej jego zdaniem
dojrzałych i zdrowych psychicznie, pozytywnie samorealizujących się, aby
ustalić jakie łączą ich cechy. Opisał tych wspólnych obszarów kilkanaście.
Jedną z nich była częsta obecność przeżyć szczytowych (peak experience) u ludzi
zdrowych, które są „momentami największego szczęścia i spełnienia”. Zdaniem
Maslowa każdy dobry rozwój ludzkiej istoty prowadzi do samo transendencji,
poszukiwania stanów, w których wyraźne poczucie bycia osobnym „ja” jest
przekroczone. Doświadczenia te związane są z uczuciem zachwytu, uniesieniem,
olśnieniem, a nawet ekstazą. Doznając tego stanu ma się poczucie „pełni
istnienia”. „Znajdują się poza
czasem i miejscem, odgrywają ważną rolę w życiu wewnętrznym człowieka. Podczas
takiego doznania jednostka przeżywa stan całkowitego lecz chwilowego uwolnienia
się od lęków, niepokojów, kontroli zachowań i obrony. Osoba doznająca takich
przeżyć zapomina o otaczającym świecie i traci poczucie przemijania czasu,
ujawnia uczucia zdumienia, zdziwienia i pokory, manifestuje uczucie czci,
uniesienia i pobożności.”[3]
 Ujmując sprawę nieco bardziej
przyziemnie potrzeba samo transcendencji polega na działaniu dla dobra innych,
nie mając przy tym żadnych egoistycznych celów. Takie działanie prowadzi do
przeżyć szczytowych.

O podobnym stanie,
przekroczenia wąskiej identyfikacji tylko z własnym „ja”, pisał Mihály Csíkszentmihályi,
w książce: „Przepływ”[4]. Stan
przepływu (po angielsku: „flow”) jest stanem podczas, którego traci się
poczucie siebie jako czegoś odrębnego od działania. Pełne zaangażowanie w
działanie, powoduje, że „ja” jako regulator nie jest już potrzebne. Zatraca się
w działaniu. Jest to niezwykle przyjemny i pożądany stan, który jednocześnie
powoduje, że pracujemy niezwykle efektywnie.
Dodatkowo „(…) z neurologicznego punktu widzenia,
codzienne uczucie bycia zjednoczonym ego jest całkowitą iluzją: pozornie spójne
i trwałe ego jest w rzeczywistości budowane z wielu podsystemów i
pod-podsystemów w trakcie rozwoju, nie posiada stałego centrum, a ogólne
poczucie, że istnieje podmiot doświadczenia jest sfabrykowane z niezliczonych i
zupełnie niepowiązanych ze sobą chwil subiektywności[5].”

Powyższe uwagi
prowadzą do wniosku, że każdy z nas może mieć dostęp do stanu obserwacji, kiedy
„ja” jest wyłączone, kiedy działamy niejako sami z siebie, kiedy po prostu
jesteśmy, bez wykorzystywania instytucji pośredniczącej, czyli naszego „ja”.
Jak można sądzić tego typu doświadczenia są nie tylko możliwe, ale też bardzo
pozytywne. Nie chodzi bowiem w nich o demontaż „ja”, które ma ważną rolę do
odegrania w życiu, ale rozluźnienie sztywnej identyfikacji z „ja”. Poczucie
„ja” nie jest niczym złym, jeśli „ja” zajmuje swoje należne miejsce, nie jest
jedynym centrum naszego doświadczenia. Można działać, czuć, doświadczać w
sposób bezpośredni, nie korzystając przy tym z „ja”. Poczucie „ja” jest tylko
jednym z nawyków myślowych, czymś w rodzaju wzorca mentalnego[6],
podobnym do innych wzorców mentalnych w naszym mózgu. Rozluźniając związek z
poczuciem „ja”, z jednej strony wzmacniamy naszą pewność siebie, polepszamy
poczucie bycia człowiekiem, z drugiej zaś otwieramy się na doznania szczytowe.
Ćwiczenie uważności może pomóc rozluźnić nasz związek z „ja”, dzięki czemu
poczucie „ja” zajmie należne, niecentralne miejsce i otworzy nas na
bezpośrednie doświadczenie. Możemy też podejmować świadomy wysiłek eksploracji
doświadczeń „poza ja”.


Idź, jako swoje ciało
Spacer, chodzenie,
bieganie, trucht, podróżowanie środkami komunikacji miejskiej a nawet jazda
samochodem są doskonałymi przykładami aktywności, podczas których nie
potrzebujesz „ja” do ich wykonywania. Idąc, Twoje ciało doskonale wie, samo z
siebie, co robić. Nie musisz się zastanawiać, które mięśnie i w jakiej
kolejności napinać. To dzieje się samo. Możesz podczas najbliższego spaceru iść
tak, aby porzucić zwykłe poczucie: „ja idę”, starając się odkryć w sobie
doznanie, świadomość samego spaceru, tak jakby ciało samo się poruszało. Co
zresztą w istocie się dzieje. Tego typu odczucia mogą wydawać się niezwykłe i
mogą wywoływać pewne obawy. Idąc koncentruj się na oddechu. Po prostu obserwuj
oddech, podczas gdy Twoje ciało samo idzie. Zatrzymaj się na chwilę i rozejrzyj,
obserwuj, ale w taki sposób, w którym nie angażujesz „ja” do obserwacji. Zwróć
uwagę na temperaturę powietrza. Na podmuch wiatru. Na kolory, zapachy, dźwięki.
Do doświadczania tego wszystkiego nie potrzebujesz „ja”. Nie musisz wiedzieć
jak się nazywasz, kim jesteś, aby czuć, doświadczać. Możesz poruszyć lekko
palcem i zobaczyć jak to jest ruszać palcem, nie wiedząc, kto nim rusza. Jak to
jest jak Twoje ciało rusza palcem. W pewnym sensie, jak palec rusza się sam.
Kwestia wyprowadzania
własnego ciała na spacer może być kwestią ważką, tak ważną, że spacerowanie
może stać się wręcz osnową naszego życia. Kierunkiem, stylem życia, czy nawet
filozofią. Frederic Gros w książce „Filozofia chodzenia”[7] pisze, o
co najmniej trzech rodzajach wolności jakie rodzą się podczas spacerowania.
Pierwszy rodzaj wolności związany jest z powrotem do bardzo prostych
przyjemności, odkrywaniem na nowo jak bardzo przyjemny może być wiatr na
twarzy, filiżanka herbaty, praca mięśni. Spacer, jest jednocześnie powrotem do
natury i porzuceniem tego co sztuczne. Drugi rodzaj wolności; „(…) chodzi o
spotkanie z wolnością rozumianą jako granice siebie i człowieczeństwa, jako
potok zbuntowanej natury, która wykracza daleko poza nas samych.” Trzecie zaś
rodzaj wolności, najbliższy proponowanemu przeze mnie rytuałowi wyprowadzania
swego ciała na spacer, to: „oswajanie z tym, co od zawsze trwa w nas
niezmienione i czeka, aż je obudzimy: z wiecznym „Ja”, wykraczającym poza
maski, funkcje, tożsamości, historie.” Spacerowanie, zwłaszcza, jeśli bierzemy
w nawias zwyczajowe rozumienie samych siebie, swojego „ja”, jest też
wzmacnianiem innej strategii budowania własnego życia: Prostoty. Spacerowanie
jest niezwykle prostą techniką, która jednakże może być głęboką filozofią
życia. Możemy początkowo na spacerach poszukiwać powrotu do prostych doznań,
następnie szukać kontaktu z własną definicją człowieczeństwa, szczególnie w jej
zwierzęcym aspekcie, aż wreszcie zanurzyć się w bezczasowej, otwartej
przestrzeni. Podobną wędrówkę odbywamy w ciągu całego naszego życia.

Przestań się utożsamiać
Poczucie „ja” tworzy
się poprzez nakładanie na siebie kolejnych przeżyć i doświadczeń. Przypomina
film, który składa się z pojedynczych zdjęć jednak zapominamy o tym, że to
tylko zdjęcia. Bierzemy iluzję filmu za nasze „ja”[8].
Utożsamianie się z przeżyciami, myślami, ideami, opiniami, działaniami,
emocjami jest mechanizmem w jaki poczucie „ja” powstaje. To są zdjęcia, które w
efekcie tworzą film, nazywany „ja”. Ćwiczenie uważności pokaże nam, że nie
jesteśmy naszymi myślami, opiniami, poglądami, ideami. Mimo tego, że właśnie
utożsamiając się z tymi wytworami umysłu tworzymy poczucie „ja”, to jednak nie
jesteśmy tym wszystkim. Nawet codzienne czynności jak wstawanie z łóżka,
higiena, jedzenie, droga do pracy, planowanie zadań w pracy – mogą być
realizowane bez konieczności angażowania poczucia „ja” w ich realizację. Mogą
się dziać same z siebie. Jeśli pozwolimy, aby to wszystko działo się niejako
samo z siebie, otworzymy się na znacznie potężniejsze, bardziej przestronne „ja”,
nie ograniczone do nawykowego rozumienia samych siebie.
Polski poeta Edward
Stachura proponuje pewien zabieg słowny i myślowy, aby móc oddalić się od tego,
w jaki sposób zwykle o sobie myślimy. W swoich utworach[9] zamienia
podmiot „ja” na „się”: „Się weszło w wieś i się szło przez wieś całkiem
wyludnioną.(…)”[10]
Możemy spróbować, robiąc to, co zwykle robimy, eksperymentować z poczuciem
podmiotu działań, wykorzystując tę technikę. Na poziomie myśli może to polegać
na powtarzaniu sobie: „Nie jestem moimi myślami”, „Nie jestem tym, co robię”.
Pozwólmy różnym doświadczeniom przepływać przez nas, nie zatrzymując ich, nie
budując podmiotu doświadczania i działania. Możemy nawet potraktować samą
świadomość tego, co się dzieje, jako nie wyłącznie naszą jednostkową. Wówczas
być może odkryjemy, że świadomość nie jest wyłącznie wydarzeniem lokalnym,
związanym z jakimś podmiotem. Nazywając to doświadczenie może pojawić się takie
określenie: „Jest widzenie” lub „Widzi się”.

[1] Willigis Jager OSB, Fala
jest morzem, str. 16
[2] Maslow, A. H. (1970b). Religions, values, and peak experiences.
[3] https://pl.wikipedia.org/wiki/Prze%C5%BCycie_szczytowe
[4] Mihály Csíkszentmihályi, Przepływ
[5] Dr Rick Hanson, Dr Richard Mendius; „Mózg Buddy” str. 259
[6] Dr Rick Hanson, Dr Richard
Mendius; „Mózg Buddy”
[7] Frederic
Gros w książce „Filozofia chodzenia” str. 12-13
[8] Dr Rick Hanson, Dr Richard
Mendius; „Mózg Buddy”
[9]
Edward Stachura, „Fabula Rasa”, „Się”
[10] Edward Stachura, Tom 2 „opowiadania” str. 251

Jarosław Chybicki

Z wykształcenia psycholog. Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego, Paryskiej Sorbony oraz wielu kursów prowadzonych w USA, Niemczech oraz Rosji. Certyfikowany instruktor Mindfulness. Autoryzowany użytkownik Leadership Development Framework we współpracy z Harthill z Anglii. Certyfikowany coach Focus Energy Balance Indicator (FEBI). Współpracuje z Meta Integral, Dana Carman Integral, Focus Leadership z USA. Członek – założyciel International Partnership for Assessment and Development. Założyciel firmy doradczej i szkoleniowej. Po sprzedaży firmy pracuje jako konsultant, coach i trener. Prowadził zajęcia m. in. na: Akademii Leona Koźmińskiego, Politechnice Gdańskiej, Uniwersytecie SWPS, Uniwersytecie Gdańskim. Autor wielu publikacji z zakresu zarządzania i przywództwa, w tym dotyczących zarządzania integralnego, zarządzania przez wartości, psychologii pozytywnej w biznesie, uważności w pracy. Napisał książkę „Skup się! Trening mindfulness dla zestresowanych pracą” oraz „Uważna fotografia”. Aktywista społeczny, członek stowarzyszeń koncentrujących się na rozwoju osobistym i zawodowym. Prywatnie pasjonat fotografii.

Close Menu
X