Turkusowy warsztat
» » Turkusowy warsztat

Turkusowy warsztat

Niedawno uczestniczyłem w warsztacie poświęconym turkusowym firmom. Było wiele różnych emocji i przemyśleń. Emocje i przemyślenia udzieliły się i mnie. Jedno z nich nie opuszcza mnie do teraz. Jak bardzo trudno być turkusowym człowiekiem! Nawet tytuł warsztatu był skoncentrowany wokół budowania turkusowej organizacji, a nie turkusowego, własnego życia. Łatwo przychodzi nam do głowy, że chcielibyśmy, aby wszystko wokół było turkusowe, zakładając, że sami już turkusowi jesteśmy. Chętnie byśmy widzieli, aby inni ludzie byli turkusowi, firmy, zespoły, organizacje, spotkania także stały się turkusowe. Jesteśmy uwięzieni w myśleniu „zaczynania od zewnątrz.” Dotyczy to także osób identyfikujących się z tą ideą. Fajnie byłoby mieć turkusowy zespół, bo pojawią się ponad przeciętne wyniki. Fajnie byłoby pracować w turkusowej firmie, bo to czysta przyjemność. Fajnie byłoby pomalować cały świat w taki kolor, bo każdemu byłoby lepiej.

Zastanawiam się czemu bycie turkusowym jest jakoś w tle całej idei? Przecież do tego, aby być turkusowym wystarczy:

  • Głęboki szacunek do innych ludzi. Niestety do każdego człowieka. Współczucie i wyrozumiałość.
  • Życie zgodne z wyznawanymi wartościami, czyli po prostu robienie tego co się głosi.
  • Otwartość poznawcza, skutkująca ciekawością świata, chęcią poznawania innych ludzi, idei, opinii.
  • Zanurzenie w „tu i teraz”. Rezygnacja z kontroli, poddanie się „flow” sytuacji. Podążanie za energią systemu.
  • Odkrycie celów znacząco ponad jednostkowych, służba tym celom, często rezygnacja z nich w miarę rozwoju.
  • Przekroczenie własnych ograniczeń, wyjście poza zwyczajowe prawdy i konwencje.
  • Bycie w tle.

Ładnie zmiany jakie przechodzi turkusowy człowiek opisuje Ginny Whitelaw w książce: „Zen Leader”:

  • Od widzenia siebie jako pyłku w kosmosie do widzenia kosmosu, który wyraża się poprzez ten pyłek,
  • Od potrzeby udowadniania, że nie mam „ja”, do stania z boku i braku potrzeby tego wyrażania,
  • Od dbania, aby być „numerem jeden” do stawania się „jednym”
    i dbałości o całość,
  • Od zmiany świata na lepsze do stawania się „lepszym miejscem”, poprzez które przejawia się lepszy świat,
  • Od lokalnego ja, ledwo podlegającego kontroli, do prowadzenia siebie bez lęku, jakby nie było się czego bać.

Ładnie to brzmi. Jednak wymaga to systematycznej, zdyscyplinowanej pracy nad sobą, a nie nad innymi. I tu jest chyba kłopot.

3 Odpowiedzi

  1. Efa
    | Odpowiedz

    Jarkie! Dziękuję za ten wpis i Twoje refleksje!
    Mam wrażenie że ten warsztat pokazał nasze (albo części osób) ograniczenia, które uniemożliwiają tworzenie organizacji/grupy turkusowej. Złamano idee NVC, brakowało szacunku, współczucia i wyrozumiałości. Nasze ograniczenia i brak otwartości zostały obnażone i uwypuklone. Wszyscy (albo część osób) potrzebujemy pracy nad sobą, a nie nad innymi.
    Ściskam i cieszę się na spotkanie, gdzie mam nadzieję, będziemy mogli kontynuować jakże ważny wątek

    • zuh
      | Odpowiedz

      zgadzam się z każdym Twoim zdaniem, Ewa. z każdym.

  2. Ada
    | Odpowiedz

    Jarku, trafiłeś w punkt. Dziękuję.
    Na turkusowym się jest (wówczas jest możliwość stworzenia turkusowej organizacji) albo się nie jest (wówczas rozpaczliwie poszukuje się narzędzi, dzięki którym ma się nadzieję na zmianę… innych). „Świat jest tym, czym jesteś ty, a nie tym, czym chciałbyś być”.
    Ewo, twoje spostrzeżenia również trafne.
    Tak sobie myślę, że ten warsztat ze wszystkim, co się na nim wydarzyło był jednak wartościowy. Był, jak w pokerze kwestia „sprawdzam” co głosimy światu na swój temat i jakie mamy mniemanie o sobie, a co naprawdę sobą reprezentujemy.
    Wydarzenie mocne ale inspirujące. Dziękuję.

Zostaw Komentarz