Manifest uważnej fotografii – część pierwsza
» » Manifest uważnej fotografii – część pierwsza

Manifest uważnej fotografii – część pierwsza

wpis w: Fotografia | 0

Od pewnego czasu piszemy (Jarek i ja) coś w rodzaju manifestu uważnej fotografii. Na razie mamy tylko zręby tegoż, ale często rozmawiamy. Dla nas jedną z ważniejszych zasad uważnej fotografii jest z pewnością postulat utrzymywania otwartego umysłu, rzec by można, umysłu początkującego. Samo sformułowanie „Umysł początkującego” zawdzięczamy rzecz jasna Shunryu Suzukiemu, japońskiemu mistrzowi Zen, który napisał wielokrotnie wydawaną książkę „Umysł zen, umysł początkującego”. Samo pojęcie umysłu początkującego zawarł we wskazówkach dla osób uważnych także Jon Kabat Zinn. Słowem „umysł początkującego” znalazł się w przestrzeni publicznej.

Umysł początkującego najlepiej opisuje badanie przeprowadzone na mistrzach zen. Trudno nam teraz odnaleźć źródło owej informacji, więc cytując z pamięci może popełnimy błędy, ale ogólny przekaz zostanie zachowany. Badanie polegało na tym, że podczas medytacji analizowano fale mózgu, jakie pojawiały się podczas ekspozycji na bodziec, np. spadającą kroplę wody. Mózgi osób „zwykłych” po kilku dźwiękach przyzwyczajały się do bodźca i po prostu przestawały dźwięk słyszeć. Zjawisko to nosi nazwę habituacji, czyli swoistego przyzwyczajenia do bodźca. Dzięki temu niezbyt miłe zapachy, po pewnym czasie przestają nam przeszkadzać, bo się do nich przyzwyczajamy. Inaczej reagowały mózgi mistrzów zen. Nie pojawiło się zjawisko habituacji, czyli każda, nawet setna, ekspozycja bodźca była przez mózg traktowana jako pierwsza. Tym jest umysł początkującego – traktowaniem każdego zdarzenia, każdej sytuacji, jak widzianej po raz pierwszy w życiu. Choćby zdarzało się nam to po raz nie wiadomo który. Postulat wydawać by się mogło stosunkowo prosty, zwłaszcza, że za każdym razem, kiedy coś się nam przydarza, kogoś spotykamy, tak naprawdę jest to zawsze pierwszy raz. Każdy korek na drodze, każda kolejka w sklepie są pierwsze w życiu. I ostatnie. Jednak utrzymywanie umysłu początkującego może być stosunkowo trudne. Myślę, że wynika to z kilku przyczyn.

Po pierwsze, dość łatwo polegamy na schematyzmach myślenia. Dość łatwo wpadamy w znane i utarte koleiny. Idziemy na skróty. Nasz mózg oszczędzając energię od razu, bez namysłu klasyfikuje jakąś sytuację i podejmuje określone działania. Często zresztą ma rację, dane zdarzenie jest bardzo podobne do innych tego typu zdarzeń i w związku z tym bez namysłu można podjąć zwyczajowe działanie. Tego typu myślenie „na skróty” pięknie opisuje Robert Cialdini w klasycznej książce „Wywieranie wpływu na ludzi”. Znajdziemy w niej tysiące opisów jak upraszczamy sobie życie posiłkując się pobieżnym oglądem spraw, traktując je jako oczywiste i znane. Choć w rzeczywistości może być inaczej. Umysł początkującego to traktowanie rzeczy, zdarzeń, sytuacji, ludzi i siebie samego jako nieoczywistych, jako nieznanych lądów, które dopiero mamy odkryć. Umysł początkującego to także przyglądanie się własnemu schematyzmowi działania, reagowania i myślenia.

Po drugie, bardzo często, w zasadzie niemal zawsze, natychmiast oceniamy zdarzenia, sytuacje i ludzi. Ocena danego zdarzenia, człowieka, sytuacji, bodźca zapada po setnych częściach milisekundy od momentu pojawienia się bodźca. Jest zatem natychmiastowa. Trudno więc, aby była „przemyślana”. Raz podjętą ocenę trudno zmienić. Zwykle zresztą szukamy dla niej uzasadnienia. A następnie je znajdujemy. Szybka ocena może też być prawdziwa, chyba w ten sposób nazywamy intuicję. Pięknie ten proces opisuje Malcolm Gladwell w książce „Błysk”. Jednak dla procesu twórczego natychmiastowa ocena może być zabójcza. W gruncie rzeczy, większość technik twórczego myślenia stara się rozluźnić i odłożyć proces natychmiastowej oceny. Jeśli pobawimy się trochę np. burzą mózgów, zobaczymy jak na dłoni, że proces myślenia jest nierozerwalnie związany z procesem oceny. Niemal każda myśl jest poddawana ocenie. Twórczość polega na oddzieleniu tych dwóch procesów: generowania pomysłów i ich oceny. Umysł początkującego polega zatem także na tym, że dajemy sobie czas na ocenę, nie dokonujemy jej natychmiast. A być może w ogóle jej nie dokonujemy. Umysł początkującego to zawieszenie oceny, że coś jest ładne lub brzydkie, nadaje się, by to utrwalić lub nie nadaje się do niczego.

Po trzecie, jesteśmy jako gatunek ludzki, bardzo pewni swoich poglądów, opinii, przemyśleń. Coś wymyślimy i zdaje się nam to prawdą. Jesteśmy pewni, że nasze myśli odzwierciedlają rzeczywistość, że wręcz są rzeczywistością. Uczestnicy kursów uważności uznają odkrycie, że myśl to nie jest rzeczywistość, za jeden z ważniejszych efektów treningu mindfulness. I chociaż zdarza się nam precyzyjnie odzwierciedlić rzeczywistość myśląc o niej, jednak znacznie częściej nasze myśli w luźny sposób są z nią związane. Umysł początkującego jest więc także umysłem „Nie wiem” czyli umysłem pozwalającym sobie na luksus niewiedzy, niepewności, wątpienia, braku rozeznania. Czasem myślę, że wiele cierpienia byśmy sobie zaoszczędzili, gdybyśmy jako ludzie przyznali się do tego, że np. nie wiemy, co się dzieje po śmierci. Tymczasem wiele osób doskonale wie co się z nami dzieje po śmierci i propagując tę prawdę przyczynia się do masy cierpienia. Umysł początkującego to swoboda w „niewiedzeniu” kim się jest, o co naprawdę chodzi w życiu, jakie tematy (np. fotograficzne) są sensowne, a jakie nie. Z takiej niewiedzy rodzi się kreatywność.

Zdjęcie: https://terebess.hu/zen/mesterek/suzuki.html

Zostaw Komentarz